Nowy numer 40/2022 Archiwum

Ks. Vyacheslav Bystrytskiy: Widziałem przedsionek piekła

Od pierwszych dni wojny pytał Pana Boga, co oprócz spowiedzi, odprawiania Eucharystii, modlitwy i rozmowy z ludźmi mógłby jeszcze czynić. Odpowiedź znalazł w przypowieści o Dobrym Samarytaninie.

W 2009 r. skończył Archidiecezjalne Seminarium Misyjne „Redemptoris Mater” w Warszawie. Od 2014 r. ks. Vyacheslav Bystrytskiy pracuje w Ukrainie. Obecnie jest wikariuszem w parafii Chrystusa Króla w Chmielnickim, w centralnej Ukrainie. Tam zastała go wojna.

Podziękowania z Chmielnickiego
Pan mój i Bóg mój!

Od pierwszych dni wojny zastanawiał się i pytał Pana Boga, co – oprócz rzeczy, które już robi – jak spowiedź, odprawianie Eucharystii, modlitwa, rozmowa z ludźmi – mógłby jeszcze czynić.

Pytałem Boga, jak mam konkretnie w zaistniałej sytuacji odpowiedzieć na Miłość, której doświadczyłem od Niego przez lata mojego życia. Modliłem się, czytałem Biblię. Pan do mnie przemówił przez Słowo o dobrym Samarytaninie, który się zaopiekował Izraelitą, porzuconym przez wszystkich. Dla mnie to było Słowo, które zachęcało, by pomagać najbardziej potrzebującym – uchodźcom, rannym, tym którzy stracili bliskich albo wszystko - mówi.

Najpierw nie wiedział, jak to robić. Zdawał sobie sprawę, że jego możliwości są bardzo ograniczone.

- Ale Pan, jak zawsze, zaczął sam to prowadzić. Zaczęli do mnie się odzywać różni znajomi z różnych krajów, pytając: w czym możemy pomóc.

Dzięki nim mógł zrobić już wiele. W pierwsze dni wojny kupował najpotrzebniejsze rzeczy. Na przykład dużą partię termicznej bielizny, bo na początku marca było bardzo zimno. Potem kilka razy załadował bus jedzeniem i wodą, by rozdawać je ludziom w pociągach, którzy uciekali przed wojną. Bywało, że jechali ponad 12 godzin ze wschodu, południa czy z Kijowa, w przepełnionym pociągu tylko z dokumentami. Wraz z nimi podróżowało wiele małych dzieci.

- Wielu bardzo cierpiących zatrzymywało się u nas, w parafii. Jedni zostawali na dłużej, inni na jedną noc i ruszali dalej. Staraliśmy się im pomagać, jak mogliśmy, oferując  jedzenie, nocleg, dobre słowo o Chrystusie, który zwyciężył śmierć. Czasem wystarczyło po prostu wysłuchać - wspomina ks. ks. Vyacheslav Bystrytskiy. W tym czasie życie sakramentalne w parafii nie ustawało: wielu ludzi przychodziło modlić się o pokój.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy