Dawno wzdychała do Matki Bożej Szkaplerznej, bo miłość szczególną do Niej czuje. Honorata Szczepanik pochodzi ze Studzianny. Od Matki Bożej Świętorodzinnej przyszła 40 lat temu do Tej, która patrzy z ołtarza w pofranciszkańskim kościele.
- I to jak patrzy! – zachwyca się pani Honorata. – Jest taka wyjątkowa.
Gdy Honorata Szczepanik była w śpiączce, wydawało jej się że ktoś zdziera z niej szkaplerz. Ten, który dziesięć lat temu nałożył jej proboszcz, ks. Grzegorz Krysztofik. Lekarze mówili, że była niespokojna. A ona tylko walczyła w śpiączce, żeby jej nie zabierali Matki Bożej. Wydawało się jej, że szuka Matki Bożej wszędzie.
Gdy wyszła ze szpitala i uklękła po raz pierwszy od kilkunastu tygodni przed obrazem w kościele, zrozumiała że to Matka Boża przywróciła ją do życia.
- To Ona mnie szukała. I Ona mnie uzdrowiła – mówi z przekonaniem i przypomina sobie, że przecież nie raz prosiła Matkę Bożą o cud. Nie tylko dla niewidomego Konrada, najmłodszego syna z zespołem Downa. Marzyła, że dożyje kiedyś jej koronacji.








